Magdalena Ciężkowska dietetyk dziecięcyO MOIM DOŚWIADCZENIU ZAWODOWYM

Nazywam się Magdalena Ciężkowska. Jestem absolwentką kierunków „Technologia Żywności i Żywienie Człowieka” SGGW (2008) oraz „Dietetyka w Chorobach Wewnętrznych i Metabolicznych” Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (2012). Pierwsze doświadczenia praktyczne zdobywałam podczas stażu w Instytucie Żywności i Żywienia oraz w Poradni Żywieniowej w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. 

Od 2009 do 2014 roku pracowałam w korporacjach, w działach badań i rozwoju. Zajmowałam się tworzeniem nowych produktów, recepturami, etykietami, itp. Dziś bardzo doceniam tamte doświadczenia. Dały mi szerokie spojrzenie na przemysł spożywczy i dogłębną wiedzę, której nie znajdę w żadnej książce. Jednakże wtedy moja praca nie dawała mi pełnej satysfakcji. Międzynarodowe środowisko pracy i służbowe wyjazdy zagraniczne przez jakiś czas rekompensowały mi poczucie braku celu, do którego chciałam dążyć.

W 2014 roku urodziłam pierwszego syna. Uznałam wtedy, że to najlepszy czas na zmiany, bo w końcu tym, co zawsze chciałam robić, była pomoc ludziom w zmianie nawyków żywieniowych. Gdy synek miał już prawie rok zakwalifikowałam się do ogólnopolskiego programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”, w ramach którego mogłam poprawić jadłospisy wielu żłobków i przedszkoli oraz mieć realny wpływ na nawyki żywieniowe kilkuset małych dzieci. Przeszłam cykl profesjonalnych szkoleń, a następnie sama szkoliłam personel w żłobkach i przedszkolach. Prowadziłam też warsztaty z przedszkolakami. Dziś nie żałuję, że zamieniłam posadę w korporacji na „pracę u podstaw”, choć przyznam, że wtedy nachodziły mnie wątpliwości.  

Pod koniec 2016 roku urodził się mój drugi syn. Nie było łatwo. Wiele miesięcy spędziliśmy w szpitalu, a potem zmagaliśmy się z chorobą w domu. W tamtym czasie zawzięcie poszerzałam wiedzę w zakresie żywienia chorych dzieci. Uczestniczyłam w licznych szkoleniach i konferencjach naukowych, co zresztą nadal robię. Uważam, że w tym zawodzie należy być zawsze na bieżąco.  

Teoria jest bardzo ważna, jednak najwięcej nauczyłam się w praktyce – będąc mamą oraz pracując z małymi pacjentami i ich rodzicami.


O MOICH DOŚWIADCZENIACH OSOBISTYCH

Magdalena Ciężkowska dietetyk dziecięcy, mamaJestem mamą dwóch chłopców – 6 letniego Maksymiliana i 3 letniego Mikołaja. Dzięki nim dobrze wiem, że żywienie dzieci nie zawsze jest łatwe… a sposób żywienia w pierwszych dwóch latach życia faktycznie ma największy wpływ na późniejsze preferencje żywieniowe i relację z jedzeniem. 

Podczas rozszerzania diety starszego syna, nie miałam całej tej wiedzy, którą mam dzisiaj. Popełniłam sporo błędów, których skutki obserwuję do dziś. Dzięki szkoleniom z programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy” zrozumiałam, jak wiele rzeczy robię nie tak. Maks miał wtedy rok i na szczęście zdążyłam większość tych błędów naprawić. Chciałabym, aby każdy rodzic mógł ich uniknąć. 

W rozszerzaniu diety chodzi przede wszystkim o oswajanie dziecka z nowymi pokarmami, o spokojne eksplorowanie. Niezmiernie ważne w tym okresie jest zbudowanie pozytywnej relacji z jedzeniem. Bo jedzenie powinno się kojarzyć z przyjemnością i miło spędzonym czasem, wspólnie z rodzicami przy rodzinnym stole. Tymczasem bardzo często jest zupełnie odwrotnie… Skupiamy się na tym, żeby dziecko jak najwięcej zjadło, bo wydaje nam się, że nie urośnie, nie będzie się rozwijać prawidłowo. Ja miałam właśnie takie podejście i dopiero z perspektywy czasu wiem, że było błędne.  

Dla wielu rodziców i dzieci pora posiłków jest prawdziwym koszmarem. Koszmar najczęściej zaczyna wtedy, gdy dziecko

a) zjada za mało (według rodzica)   lub        b) nie chce jeść w ogóle.  

Z pierwszym synem przerobiłam opcję „a”. Trwało to kilka miesięcy i myślę, że w porę to naprawiałam. Z drugim synem przerobiłam opcję „b”.

Mikołaj urodził się z ciężką wadą przełyku. Karmiłam go przez gastrostomię – rurkę przymocowaną bezpośrednio do żołądka. Tak było przez ponad rok… po kilku operacjach powinien był już jeść buzią, ale zupełnie tego odmawiał.  

Tamten czas wymagał ode mnie ogromnej cierpliwości. Odwiedzaliśmy wtedy neurologopedów, osteopatów i terapeutów karmienia. Te konsultacje wiele mnie nauczyły. Zdobywałam wiedzę i ćwiczyłam ją w praktyce. Próbowałam wielu sposobów, żeby przekonać synka do jedzenia.  

Momentem przełomowym w nauce karmienia było przegłodzenie spowodowane infekcją. Pewnie sama nigdy bym się nie zdobyła na głodzenie syna przez tydzień. Dokładnie tyle trwała infekcja, którą spędziliśmy w szpitalu. Przez ten czas synek nie przyswajał żadnego jedzenia. Po 7 dniach choroby upomniał się o jedzenie i wtedy pierwszy raz sam zjadł posiłek buzią.

Gdy zaczął jeść miał 15 miesięcy, a ja wiedziałam, że nie ma czasu do stracenia i muszę nauczyć go różnych smaków, zanim wejdzie w okres neofobiczny. Neofobia nasila się około drugiego roku życia (czasami wcześniej) i objawia się tym, że dziecko niechętnie próbuje nowe, nieznane produkty.

Udało nam się. Mimo tak trudnych początków, Mikołaj jest dziś zdrowym dzieckiem. Je dużo i chętnie. Rozkoszuje się warzywami, a jego ulubionymi są brokuły, buraki i kiszona kapusta. Uwielbia ciecierzycę i soczewicę 🙂 

Jeśli jesteś rodzicem dziecka poniżej drugiego roku życia, które jeszcze chętnie próbuje to pragnę już w tym miejscu przekazać Ci jedną ważną rzecz: 

Zadbaj o to, aby Twoje dziecko poznało jak najwięcej różnych produktów, smaków i tekstur, najlepiej już w pierwszym roku życia. 

Dlaczego w pierwszym roku życia? Dlatego, że kiedy już zaczyna chodzić, to bardziej interesuje się otaczającym światem i po prostu nie ma czasu na przesiadywanie przy jedzeniu.

Druga ważna rzecz: Pozwól dziecku na samodzielność.  

Pozwól na jedzenie rączkami i na brudzenie. Pozwól na samodzielne próby jedzenia łyżeczką, mimo że początkowo większość jedzenia będzie lądować na podłodze. Przychodzi taki czas, że dziecko wyraźnie pokazuje, że chce jeść samo. Niestety często rodzice nie mają świadomości, jak bardzo to jest ważne i nie pozwalają na samodzielność. Wolą nakarmić dziecko szybko i bez brudzenia, bo najważniejsze jest to, żeby dziecko się najadło. Im częściej pozwolisz dziecku na trening, tym szybciej będzie jadło samodzielnie. Może na początku to będzie trudne i bardziej czasochłonne niż nakarmienie dziecka przez Ciebie, ale za to mnóstwo czasu zaoszczędzisz później.  Więcej cennych wskazówek znajdziesz w artykułach – np. TUTAJ i TUTAJ. 

Bardzo Cię zachęcam do pobrania bezpłatnej listy „50 prostych i bezpiecznych produktów dla niemowląt i małych dzieci do jedzenia rączkami”


Jeśli jesteś rodzicem dziecka powyżej drugiego roku życia i nie udało Ci się jeszcze wykształcić u dziecka najlepszych nawyków żywieniowych to spokojnie, wiele da się jeszcze poprawić.  Zachęcam Cię do obserwowania bloga. Poruszam tutaj tematy związane z żywieniem niejadków i dzieci z nadmierną masą ciała. Uczę jak bilansować posiłki, jakie produkty wybierać, a jakich unikać. Znajdziesz też trochę przepisów na szybkie i zdrowe posiłki oraz słodkie, a zarazem wartościowe desery.

Aby nie ominął Cię żaden wartościowy wpis – dołącz do mojego newslettera. Osobom zapisanym raz w miesiącu przesyłam maila z podsumowaniem postów, które ukazały się na blogu.

Za zapis na newsletter otrzymasz ode mnie praktyczną listę „30 szybkich odżywczych podwieczorków dla dzieci”